Jestem zboczeńcem

Potocznie – zboczeniec –  «człowiek, którego zachowania seksualne odbiegają od normy».

Siada na jednym z foteli na przeciwko mnie. „Hmm..dlaczego wybrał akurat ten?” – mogłabym pomyśleć, ale nie myślę, bo może po prostu siada gdzie chce. Wypija cały kubek wody. I nie szukając kontaktu wzrokowego, wbija wzrok gdzieś za horyzont za oknem.

„Na początek, chciałbym, żeby pani wiedziała, że jestem zboczeńcem.”

Aha. „Jak mogę nie kochać swojej pracy?!!!” – miga mi na korze przedniej.

„A co sprawia, że tak pan o sobie myśli?” – przemyka mi po twarzy spojrzeniem, koncentrując się na pięknie seksownym kalendarzu Zbyluta Grzywacza na ścianie. Wzdycha.

„Znaczy ja tak o sobie nie do końca myślę, moja partnerka raczej..”

„Tak panu powiedziała?”

„No może nie dosłownie, ale czasem jak rozmawiamy po seksie, jeśli rozmawiamy po seksie, to mam wrażenie, że ona tak o mnie myśli, tylko nie chce tego na głos powiedzieć…”.

Aha. Czyli nie do końca zboczeniec jest zboczeńcem.

Okazuje się, że on „coś” robi, czego ona nie lubi, nie aprobuje, nie zgadza się, co okazuje dość otwarcie, bez zahamowań. On się wtedy zamyka i obrzuca wewnętrznie najgorszymi epitetami.

Po rozmowie z Oną, wychodzi na to, że ona tego nie lubi, bo jej po prostu niewygodnie i uważa, że jej ciało wcale nie wygląda w tej pozycji zbyt podniecająco, więc się zamyka i pożądanie znika, i się wycofuje i nici ze szczytowania jej i jego. I po seksie. A ona tonie w falach wstydu.

Jej. Prosta sprawa niby. Chór głosów może się wznieść: „No to dlaczego ze sobą nie pogadali!”. Ano nie pogadali, bo i jedno i drugie miało w głowie swój film na temat tego co się między nimi wydarza. Tak łatwo jest przecież ocenić z pozycji czytacza co zrobić, nie? A ileż razy w związkach o tych wyobrażeniach i projekcjach nijak rozmawiać nie umiemy, trzymając się Swojej Prawdy, która z Prawdą Prawdą niewiele ma wspólnego. No nic. Oni mają się dobrze, i z tego co wiem, pożycie kwitnie! (przesyłam pozdrowienia, bo przeczytają)

Ale to co mnie tak zawsze, ale to zawsze zastanawia, to ilekroć słyszę kogoś przylepiającego sobie łatkę „zboczeniec”, „nienormalna”, „chory” kiedy mowa jest o zachowaniach seksualnych, to prawie na 100% wychodzi później, że to tylko ten pęd wciśnięcia się w normy, czy raczej to, co ktoś uważa za normy. Bo broń mnie o Buddo, żebym odstawać miała od całości, wielości, przeciętności statystycznej???

A co ta „normalność” w ogóle oznacza? Bo słuchając innych i w gabientach i poza nimi, jak już rozmowa czasem schodzi na „te sprawy” to jak ten seks „normalnie” przeciętny, statystycznie ujęty wygląda?

– jest niezręcznie, czasem niewygodnie

– komunikacja bywa ograniczona

–  trochę „orka na ugorze”, a nie zabawa

– zrelaksowanie dopiero po znacznej często dawce alkoholu

– obsesyjne przejmowanie się „jak wypadnę?”

– niepewność co do upodobań partnera

– jak się coś nie podoba, to się czeka, aż to zaniknie, albo po męczeńsku znosi

– masturbacja to tajemnica

– „ciało nie takie” – za grube, za chude, za stare, za owłosione, niewydepilowane

– „penis za mały” tudzież za cienki

– „czy ona miała orgazm? czy tylko tak mówi?”

– „niech już dojdzie, i będzie po wszystkim”.

 

Tak mniej więcej, jest przeciętnie = normalne.

Myślę sobie, że jak się wypada „poza normy” to może być całkiem ciekawie.

 

Jestem zboczeńcem

Wszyscy jesteśmy uzależnieni

Z Dżerzim (wym. „Dż-e-r-z-i) znamy się krótko. Zanim wszedł do gabinetu, długo wybierał herbatę, potem długo czekał na gotującą się wodę. Strategie zwlekania ma opracowane, sam później powiedział.

– Z czym przychodzisz? – jeszcze przez telefon poprosił, żebym mówiła do niego po imieniu.

– Tak od razu, prosto z mostu? – uniesione w zadziwieniu brwi.

– A od czego chciałbyś zacząć?

– Yyyy..no w sumie…jestem trochę jak u lekarza..

– Zależy. Myślisz, że jesteś chory?

(patrzy na mnie uważnie, przełyka ślinę, herbata nie pomaga) Nie wiem..nigdy nie myślałem, o sobie, że jestem chory chory, ale to raczej zależy od definicji choroby.

– I organu, jesteś u seksuologa.

– Taak..Fak, nie myślałem, że będzie tak trudno..Przepraszam…

– Nie ma za co zupełnie.

– Tak, no tak… No dobrze… Mam problem z erekcją… (spuszcza głowę i z całej siły trzyma się kubka).

Całej rozmowy, a później rozmów następnych oszczędzę, bo analizowanie stanu zdrowia fizycznego i poziomów testosteronu, tudzież stylu życia nie musi być dla innych tak fascynujące jak dla mnie. Przy czym dodam, że Dżerzi zdrowy jak koń wyścigowy.

Dżerzi opowiada o tym, jak była olimpiada szkolna w podstawówce, to on się z niej wycofał, prawie w ostatnim momencie. Jak wygrał konkurs geograficzny, to nie mógł uwierzyć i dopytywał, czy komisja się nie pomyliła, nie, więc uznał, że było mało startujących i dlatego wygrał. Poszedł do liceum, nie tego prestiżowego, tego którego chciał, tylko do słabego, bo wiedział, że tam sobie poradzi, no bo gdzie on, w tym dobrym. Studia, jak studia, niewiele pamięta, nie, że tyle melanżował, po prostu niewiele się działo, wolał grać w gry, sam, nie w jakieś MMOGi tylko on sam i komp, no może czasem w LOLa. Pracę wybrał taką jakąś, żeby była, bo ta co by chciał, to raczej nie będzie startował, bo tylko się rozczaruje.

– Powiesz mi co się wtedy stało? – pytam, bo na temat „tego incydentu” milczał, ciszą znaczącą.

– Kiedy? – odpowiada, chociaż doskonale widzę, że wie, o co pytam, wzdycha głęboko i po chwili jednak kontynuuje – Jak już mogłaś wywnioskować, moje stosunki z kobietami układały się różnie, były jakieś..w sensie kobiety, ale to raczej przypadkowo, często po alkoholu.. No i jest ona..

Długo milczymy. W ogóle z Dżerzim sporo milczymy, nie, że to źle, po prostu tak mamy z Dżerzim.

– Wiesz, ja się trochę w niej …. no nie wiem, no cholernie mi się podobała, nie tylko mnie. Byliśmy na tej imprezie razem, znaczy dużo osób było, i w ogóle nie piłem, bo się bałem, że palnę coś debilnego! I co? I jakoś zaczeliśmy rozmawiać, znaczy ona mówiła, więcej, że fajnie, że jestem taki miły, że nie jak inni. No i jakimś cudem szamańskim chyba, znaleźliśmy się u niej w domu. I mówiła mi, że już mnie obserwuje od pewnego czasu i że… Jezu, a mój mózg oczywiście cały czas tylko jedno: Nie spierdol tego, nie spierdol tego, nie spierdol tego. Jak przyszło co do czego, to już wiesz… Już nigdy nie dotknę kobiety…Na ręcznym będę jechał…

Nie trzeba tu wszechboga psychoterapii i cesarza seksuologii, żeby zobaczyć, że Dżerziego mózg uzależnił się od złego myślenia o Dżerzim. To ciągłe wycofywanie się, „usprawiedliwianie” sukcesów, deprecjacja umiejętności. I niektórzy mogliby pomyśleć – o! na łatwiznę idzie! Nie idzie. Nie potrafi inaczej, on, ciągle ten gorszy, ten nie radzący sobie, nie zasługujący. Ta głowa Dżerziego inaczej nie potrafi myśleć, hamuje go, tak, jedzie na ręcznym, hamulcu. Fakty interpretuje sobie na pohybel, wszędzie, nawet w łóżku, silniejsza ta głowa od penisa.

Myślę sobie, patrząc na w połowie zapisany ekran, że pewnie każdy z nas uzależniony jest od jakiegoś myślenia, czy o sobie, czy o świecie. Od myślenia, które nas krzywdzi. Czasem nie wiemy, że można myśleć inaczej, czuć inaczej, a bożebroń zachować się inaczej. I tak w tym uzależnieniu nieujawnionym trwamy, krzywdę za krzywdą sobie robiąc, wycofując się, nie próbując, odpuszczając kiedy jednak nie trzeba było odpuszczać.

Można inaczej.

I trzymaj kciuki za Dżerziego – bo idzie na randkę z Oną. Bo Ona się wcale nie wystraszyła, powiedziała, że zdarza się, i tak, Dżerzi nie uwierzył najpierw, pomyślał, że z litości pewnie idzie, ale potem powiedział, że spróbuje, że może rzeczywiście, nie z litości, tylko z sympatii, i że może te problemy z erekcją mogą się zdarzyć, jak ktoś tak sobie „w głowie napierdala”, cytuję, bo Dżerzi już przestaje, powoli.

Wszyscy jesteśmy uzależnieni

Na 2015 – seksownie

Nie zapomniałam o życzeniach na Nowy Rok! Chociaż to data raczej symboliczna, to rytuałów przejścia potrzebujemy nawet w erze 2.0 czy już 3.0? Nieważne. I tak ich potrzebujemy. Co prawda Stare można zostawić w każdej chwili, a Nowe zacząć od poniedziałku, któregokolwiek, ale jakoś potrzebujemy zaczepienia w czasie, odcięcia przez datę, błogosławieństwa kalendarza na „nowej drodze życia”.

Chciałam coś publicznie „po-życzyć” i jak to z życzeniami, ugrzęzłam…

Na szczęście, na ratunek przyszła sztuka, wysoka czy niska, phi, nieważne.

Przedsylwestrowo udało mi się dostać, dzięki uprzejmości przyjaciół, na spektakl kabaretu mocno warszawskiego „Pożar w burdelu”. Jeśli nie słyszeliście, to koniecznie zjutubować, bo to jedyny polski kabaret, który jestem w stanie znieść, którego gorzko – śmieszne, ale błyskotliwe do bólu show, pozostawia mnie w stanie arcyprzyjemnej nieważkości za każdym razem. W skrócie – Polecam!

W kabarecie, jest jedna mi postać niezwykle bliska: doktor Janusz Fak – terapeuta miasta. Już wiecie dlaczego, bliski, hyh.

W tym odcinku, Dr Fak zaczął właśnie od trudności składania sobie życzeń. Monolog jakby mi z głowy wyjął.

No bo czego sobie życzymy, tak ogólnie? No zdrowia, no szczęścia, no miłości, no „czego tam Ci potrzeba”. No takie bylejakonijakie te życzenia trochę. I tu nareszcze przełom! A jakbyśmy tak sobie życzyli: „Dobrego Seksu!”?

No nie wybrażam sobie, że moim 90+ letnim babciom tak życzę, które są fankami pewnej opcji religijnej, bez wpędzania ich w przedwczesny atak serca, choć dobry seks każdemu do tzw. śmierci się wg mnie należy.

Ale tak serio – tego właśnie bym chciała Wam życzyć: „Dobrego Seksu!”.

Takiego przed duże S, albo małe. I wg indywidualnej oceny, co jest dla niego „dobre”, byle tylko innych nie ranić i wykorzystywać!

Ale może pójdźmy dalej, a co! A gdybyśmy mieli takie całe „dobre, seksowne życie”? Bynajmniej, nie oznaczałoby to, że ganiamy codziennie w podwiązkowych kabaretkach, bez bielizny, z wyćwiekowaną obrożą na szyi, choć znam kilka osób, płci różnych, którym by się to podobało.

Nie no, jak sobie tak to przetwarzam, to czuję bardziej: pełne, soczyste, przyjemne, spełnione, orgazmami różniastymi wypełnione, życie. Mmmmm… Miło, prawda?

Zrób sobie mały eksperyment. Czy pamiętasz tzw. „seks życia”? Taki co to od razu po takim haśle przychodzi do głowy…. (już? jest wspomnienie? jest czucie? może, jakieś…małe…podniecenie?).

To nie musi być 100 bilionów pozycji z Kamasutry. To może być ten, gdzie emocje i ciało, potrąciły obręcze Saturna, hyh. Albo ten, gdzie nawet „ziemia się nie poruszyła”, ale odczuwana bliskość z partnerem/ partnerką, sięgnęła Twojego rdzenia, duszy. Może, nie musi. To może być ten, którego nie można zdefiniować, dlaczego jest „seksem mojego życia”. Bo jest i koniec. I nikomu nic do tego.

No dalej. Zamknij oczy i pamiętaj.

Pozwól sobie.

Poczuć.

W ciele. Całym…..

W emocjach…..

W mikroodczuciach…..

W obrazach…

W zapachach…

W dźwiękach….

W Tobie, na Tobie, od Ciebie….

Już?

To jeszcze trochę…

Czuj.

Niech ta wyobraźnia i pamięć pracuje.

Już wiesz? Pamiętasz?

To takiego życia Ci życzę.

Życia.

Love!

images (2)

Na 2015 – seksownie

Orgazm, orgazmik, orgazmiczunio

Popłakałam się. Ze śmiechu, na szczęście. Video Improv Everywhere, gdzie odgrywana jest pamiętna scena orgazmu z „Kiedy Harry poznał Sally”. Koniecznie całość!

Ale jak to u mnie bywa, refleksje mnie zalały, jak już łzy przetarłam.

Jak to jest z tym udawaniem orgazmu Drogie Panie, Drodzy Panowie?

Panie, w gabinecie, często się przyznają, że zdarza im się poudawać – „żeby było szybciej”, „żeby był spokój”, „żeby on się dobrze czuł”, „żeby się nie foczył”. W ogóle tych powodów udawactwa pojawia się sporo. Jedne bardziej wymyślne od drugich. I statystyki „amerykańskich badaczy” krzyczą – bo do aktorstwa przyznaje się od 60 do 80% badanych pań! Tsk, tsk…

Zasmucam się bardziej, kiedy wiem, że kobietka udaje, bo np. nigdy nie poczuła orgazmu, albo nie wie, co to jest (a może go przeżywać), albo boi się otworzyć na tyle przed partnerem, żeby pozwolić sobie na taką intymność. Myślę sobie o tym, bo tak jak mawiano, że orgazm, to taka la petit mort – mała śmierć, tak pięknie intensywny może być, to niezbędna jest własna przed sobą otwartość a do partnera zaufanie. Tak, by tę małą śmierć umieć w pełni przeżyć. I tak, tu dłuższe związki mają potencjał wygranej.

Swoją drogą, I mean, Lejdis!!! 80%?? Serio? A panowie, którzy w tych performansach artystycznych brali czynny udział, to co przepraszam? Rozumiem, zajęci sobą, wtopieni w moment, zafascynowani ogólną atmosferą sensualizmu. Jasne. Niezła ta gra aktorska musi odchodzić! Jakąś nagrodę dla najlepiej udawanego orgazmu trzeba by stworzyć!

(Ciekawe czy są statystyki panów, którzy sztuczne orgazmy wykryć zdołali…)

Po mojemu, i wedle ksiąg mądrych medyczno – seksuologicznych, to widać, słychać i czuć organoleptycznie. Pewnych zjawisk nie da się udawać i tyle. A uważnemu oku też takie artystowskie wybiegi od razu się ujawnią.

Ale pytanie – wiedzieć, że udaje, po co??? Przecież wszyscy są zadowoleni, nie? No niekoniecznie. Bo to może być, nie musi, jakimś światełkiem na czerwono migającym w związku, że coś nie styka, coś się psuje, albo poziom benzynki uczuć jest już na wyczerpaniu.

Po hamletowsku – udawać, czy nie udawać? Osąd w sercu niech się odbędzie.

PS. Jeśli musisz pytać, czy miała orgazm, to wiedz, że nie miała.

Orgazm, orgazmik, orgazmiczunio

Jakie porno oglądacie?

Z ciekawości pytam, zawodowej, też.. Ale nie będę psychologizować pt.”Pokaż mi jakie porno oglądasz, a powiem Ci jakim perwersem jesteś”. No nie.

Ja porno oglądam, również z powodów zawodowych, żeby wiedzieć co w trendach kopuluje. Mam niestety dość mocno wyrobioną opinię na temat ogólnie dostępnej sexrozrywki, o czym pisałam tu i tu. Trudno mnie zadowolić (hyh, nie wczytywać tu nic, bo podtekstów nie ma). Przaśność mnie odrzuca. Hardcore często śmieszy. Erotyki miziające nudzą do omdlenia. A inne brzydzą, bo są po prostu brzydkie, źle zrealizowane i szczują obleśnością. Wymagająca ze mnie kobieta, no cóż.

Na szczęście jest nisza, jest cudo, jest tajemnica, jest transgresja, jest miejsce na wyobraźnię, jest uruchamiacz fantazji!

20130913_131550

Suka Off! To team realizujący projekty z pogranicza, no tak, dla niektórych smaku, dla niektórych legalności, dla niektórych hardcore pornografii. Dla mnie inspiracja. Śledzę ich poczynania artystyczne od kilku lat, i jak wydali porno ze swoim udziałem, pobiegłam do klawiatury jako pewnie jedna z pierwszych, żeby tylko zamówić i oglądać i oglądać…

Nie zawiodłam się. Znając ich działania – performance, teledyski (tak, tak..polecam c.h. district, vilgoć czy wiracki) och..Podnoszące tematy trangresji i umowności płci jako konceptu, przemocy i strachu jako infekcji, choroby. Szukające nowych nośników komunikacji – ciało, nadpłciowość, maszyna, substancja. Przekraczające granice naszych osobistych zahamowań, kompleksów i frustracji kulturowych – nie zawiodłam się.

W końcu na zeszłorocznym festiwalu wydawnictwa Okultura, w końcu, zobaczyłam ich performance na żywo, co w Polsce jest rzadkością. Niestety. Ale widziałam. Nie pamiętam czy oddychałam. Magia. Gęsia skórka. Ciało reagowało tak jak ciało chciało. Wyzwanie rzucone każdej sferze tożsamości. Serio. Och. Tak.

To nie jest materiał dla każdego. Rozumiem, że może odpychać. Być niezrozumiały. Może obrzydzać. Wg mnie – powinien być obowiązkowy dla studentów seksuologii, psychologii i życia.

A porno, jest..takie jak lubię. Nieoczywiste, pełne niedomówień i nagości, z tajemnicą i historią, i pięknymi ciałami i świetnymi kadrami. Oj, no więcej chcę!

#nienasycenie Suka Off!

Jakie porno oglądacie?

Prawdziwy Mężczyzna

Odpalam Fejsbunia rano, a tam na wallu siedzi od przyjaciółeczki, co to dba o moje zdrowie psychiczne taki tam artykulik, a w nim same zdjęcia. I to jakie! Rzuciłam się więc od razu (czyli po 10 h) do klawiatury, bo muszę to dla potomności (czyt. dla siebie na długie wieczory zimowe) uwiecznić. Oto są, piękni Panowie!

The Sun sesję zdjęciową zrobiło, a potem już poszła lawina lajków, sharów, retweetów, reblogów i innych reprintów (w tym Queerty). Internety się w Panach rozmiłowały, i dobrze! Nareszcie –  z damskich, podeksyctowanych piersi się wyrwać chciało, ale zamilkło, bo oglądało! Panowie po lewej, odważni, bo wobec bogowo – herosowo- gladiatorskich ciał stanęli! Tych znanych, przez rzesze i reklamodawców uwielbianych. Oto efekt..

tumblr_msywbkjgpz1ql3ntoo9_1280

tumblr_msywbkjgpz1ql3ntoo7_1280

tumblr_msywbkjgpz1ql3ntoo3_1280

tumblr_msywbkjgpz1ql3ntoo5_1280

Piękni, nieprawdaż? Ci po lewej. Prawdziwi. Męscy jak cholera. Bo właśnie, autentyczni. Ci po prawej, no są, ok..Ale jakoś tak, jak w muzeum się czuję patrząc na nich – zbyt estetyczni, wymuskani w tej swojej seksualności, zbyt mało prawdziwi,  „uprasza się o niedotykanie”.

Jak się czuje facet patrząc na tych bogów olimpijskich? Nie wiem osobiście, ale jak wyraził to mój niedoszły narzeczony, komentując kampanię H&M z Beckhamem: „Facet ma nie być piękny, tylko charakterystyczny, a mięśnie ma mieć od pracy albo od uprawiania seksu”. No cóż. Pozamiatał. Ale trochę prawdy w tym było. Wiem też, bo tak się „powszechnie uważa” (cudowne stwierdzenie), że panowie z samooceną ciał swych problemów nie mają. Bujda to na kółkach bo jak już się z facetami porozmawia szczerze, ja mam taką sposobność zawodową (ale nie tylko), jak wiemy, to kompleks na kompleksie siedzi, i tak jak u kobiet często, zupełnie bez pokrycia w prawdzie, czyli w ciele narzekającego.

Panowie martwią się swoją wagą (za małą, albo za dużą). Za małą masą mięśniową. Za wzrost niski, za wzrost za wysoki. Za owłosienie lub jego brak. Brzuch kompleksem naczelnym bywa – ten z ciąży spożywczo- piwnej, tak, tak.. Nie wspomnę już o kompleksie małego Pana i Władcy, bo o tym drzewiej pisałam.

I co? I dobrze, że takich śmiałków Janów Kowalskich wobec herosów marketingowych pokazują, bo może wtedy Panowie spojrzycie na siebie, potem na nich i się okaże, że wcale nie jest tak źle. Jest dobrze, ba, nawet bardzo! Bo my kobiety, tak no, trochę tak głosem połowy ponad narodu przemówię – my Was uwielbiamy, takimi jakimi jesteście, z waszymi kompleksami, z łysinami, z brzuchami (tylko, ej..nie odpuszczać sobie przesadnie).

Jesteś seksowny, kiedy jesteś autentyczny, wstydu ciała w tobie nie ma, tylko używasz go do, no well, np. dawania nam przyjemności i brania jej z naszych ciał… mmmm… Nie musisz być ideałem, nie musisz się porównywać zbytnio, chociaż wiem, że w swej naturze Wojownika zawsze będziesz chciał być najlepszy. Jesteś – dla swojej kobiety, skoro Ciebie właśnie wybrała, i Ciebie kocha. Z mięśniami, czy bez.

Nie musisz sobie nic udowadniać.

Kompleksy nie są sexy.

Popatrzę sobie jeszcze na powyższe zdjęcia – takie jedno w szczególności..mniam… 😉

Prawdziwy Mężczyzna

Sex jest przereklamowany???

Jakiś czas temu uczestniczyłam w przepięknej kolacyij na przedmieściach Wawy. Było pyszne żarełko, wino z wyższej półki i oczywiście ludzie. 3 kobiety (w tym mła) + 2 mężczyzn. Panie znałam dobrze, panów w ogóle, co w sumie nie jest tak bardzo istotne, ale szczególara ze mnie, więc wspomnę o tym. Panie, kobiety piękne i świadome siebie i swojej seksualności. Panowie, no cóż, mężczyźni w pełnej krasie, bo rzeczywiście pan buk łaskawie obdarzył ich wszelkimi męskimi błogosławieństwami. Nie, nie widziałam penisów, tylko byli bardzo męscy po prostu, i w charakterze, i w wyglądzie.

Jemy, pijemy (z umiarem, serio!) i rozmowa się toczy. Ale cóż to za rozmowa! Och! O sztuce, o fotografii, o polityce (no niestety jak dla mnie..), o pracy, o życiu, panie, no i oczywiście gdzieś musiała w końcu zejść na temat seksu, bo przecież zawsze tak jest, nie? Jak już się okazało, że mam niespełnioną fantazję, o której oczywiście nie będę się rozpisywać, na razie przynajmniej, nadmienię tylko, że dotyczy ona Królewny Śnieżki (nie no, kiedyś to opiszę, bo boki zrywać..), to żeby odwrócić uwagę od siebie, bo zdecydowanie za długo była ona przywieszona na mnie, za czym nie przepadam, zadałam pytanie:

Jak najdłużej wytrzymaliście bez seksu?

Bez detali, darlings, bo przynajmniej 3 z nich czytuje mojegoż blogusia, ale rozpiętość była, no cóż, okazała. Od kilku tygodni, do..ykhm..kilku (dobrych) lat. Ależ się sobie dziwiliśmy! Ależ się tym ekstremom przyglądaliśmy! Ależ się refleksjami dzieliliśmy! Otwarcie, bez wstydu, bez żeny (przez „erzet”???). Tak, po prostu. I piękne to było. Bo rzadko tak po prostu otwartym można być. Wbrew lajstajlowi propagowanemu funkcjonować. Może gdzieś, przyznać się do swojej słabości. A może do siły właśnie? Do tego, że ten seks, taki piękny i hot, i spełniający tyle potrzeb przecież, może tak bardzo nie jest potrzebny do tego, żeby żyć, tylko w siebie zajrzeć? Bo może nie chcemy się rozdrabniać na grosze łannajtstendów? Bo może nawet w związku, nie musi go być, tak zawsze i na pewno? Bo może „friends with benefits” to nie jest opcja optymalna? Bo może w tym czasie, można zerknąć w Siebie, i dotknąć tego, co wcześniej seksem mordowane było?

Może.

Jako seksuolog, prawdy na marmurze wyskrobane mogę przytoczyć. Jako terapeuta par, boszsz muj, tyleż samo zgłosek złocistych napiszę. Ale jako praktyk, człowiek, cholera, no, kobieta, nie wiem. Bo oczywistością mogę polecieć, bo każdy swoim przypadkiem jest.

Nie wiem. Naprawdę.

Wsłuchać się w siebie i w swoje potrzeby. Banalne? Nie wiem.

Za to, „kolacyjnym” dziękuję! Bo dużo mnie Sobą nauczyli..

You know who You are! I love U!

images

Sex jest przereklamowany???

Podnieca mnie Twoje 14-letnie ciało..

Skusiłam się na ponoć najbardziej kontrowersyjną książkę tego lata.

Przyznam się. Mam słabość do seksownych bestsellerów, a tak był chrzczony. Ech..

indeks

Nie spodziewałam się siły rażenia. Jak zwykle trochę z przymrużeniem oka potraktować chciałam lekturę. Ale nie udało się. Po kilku stronach już chciałam rzucić Kindlem o ścianę. No ale w porę przyszła refleksja na szczęście i to wielopiętrowa. Przeczytałam do końca w dwie godziny, prawie nie oddychając.

Rzecz jest pisana z perspektywy 26 letniej nauczycielki w czymś, co u nas pewnie byłoby gimnazjum. Celeste, piękna, zamężna, ale Ford jej mąż, jest dla niej po prostu za stary:

But thirty – one is roughly seventeen years past my window of sexual interest.

Tak. Celeste jest kobietą pedofilem, pedofilką. Pracuje jako nauczycielka, żeby mieć możliwość uwiedzenia uczniów, nie, jednego, jedynego, wybranego z całej rzeszy innych. Młode ciało, 14- letnie, żeby być dokładnym, tylko takie jest w stanie ją podniecić do czerwoności, o nim fantazjuje, do marzenia o nim się masturbuje, agresywnie. Zasadza się, uwodzi, śledzi, aż do momentu kiedy jej obsesje mogą się ziścić. I spełnia swoje fantazje wielokrotnie, w każdy możliwy sposób, łącznie z seksem analnym na biurku w klasie pełnej biurek.

Sceny seksu są dokładnie opisane. Każda część ciała przedstawiona jak fotografia. Każdy zapach, smak opisany. Niewiele pozostawione wyobraźni, chociaż może za dużo właśnie. Nie wiem.

Bo po lekturze, to moja główna refleksja – „nie wiem”.

Przyznam się, przeszłam przez różne fazy czytając. Jako psychologowi seksuologowi, od razu mi się wszystkie światełka pozapalały jeśli chodzi o jej „ofiary”. Bo przecież komponenta emocjonalna, bo rozwój psychoseksualny zaburzony, bo cierpienie, bo ślad na całe życie, bo krzywda. Bo właśnie – kat i ofiara.

Jak już mi się udało wyłączyć mózg pracowy, to wpadłam na ścianę swoich własnych misternie przez społeczeństwo utkanych stereotypów. I moich własnych ograniczeń. Emocjonalnych, poznawczych, seksualnych. I cieszę się, że tak się stało. Bo to ważne.

Kiedy już odrzucę te okulary przyzwyczajeń i schematów myślenia, otworzę głowę to ciągle mi pytania wirują. Czy aby na pewno? Te normy  zachowania seksualnego, czy one w pełni odzwierciedlają pełnię naszego człowieczeństwa? Czy to co chłopcom się działo, to na pewno krzywda? Jak taka inicjacja, i praktyki wpływają na młody umysł, a w efekcie na późniejsze potrzeby seksualne? Czy na pewno inaczej postrzegamy facetów pedofilów, a inaczej kobiety? Czy może należałoby stosować inne kryteria? Co to znaczy, że podniecały mnie niektóre sceny? A niektórych nie mogłam czytać? A co jeśli, w emocjach i pragnieniach identyfikowałam się z bohaterką? No co to znaczy cholera?

Nie wiem. Nie jestem pewna.

Wiem natomiast, że każdy człowiek jest inny. Każde doświadczenie nie jest takie samo. Zasady są ogólne. Mają chronić. Ale też mam wrażenie, że często zbyt szybko etykietujemy (to do moich kolegów, i koleżanek po fachu, chociaż pewnie nie tylko). Zbyt szybko może nadajemy znaczenie czynom, nie słuchając indywidualnych historii. Zbyt szybko odciąc się chcemy od tego, co społecznie nieakceptowalne, bo nuż, broń cie panie bosze, może rozpoznamy swoje stany w tych złych.

To jest bardzo dobra historia – kobieta pedofil (a może raczej kobieta – efebofil, chociaż granica to 15 lat..ech..). Kiedy czyta się ją z otwartą głową, bez przedwczesnych osądów i kalek stereotypów. Ale to jest naprawdę cholernie trudne.

Ciągle szukam odpowiedzi.

Podnieca mnie Twoje 14-letnie ciało..

Zgłupiałam

Założono Fundację „Masculinum”. Czytałam niezbyt dobrze mówiący o niej tekst w NaTemat.pl (nie linkuję, żeby nie propagowac). Bo np. jest o równości przemocy psychicznej i fizycznej. I piekło pękło i lawa zła się wylała. Internety huczały nad tekstem. Nawet pewien felietonista z Krytyki Politycznej, którego cenię za celnośc i poczucie humoru, też się w sidła fragmentu niefortunnego dał złapac. Potem jeszcze i jeszcze. Zgłupiałam więc, do pnia mózgowego, bo ok, zgadzam się, słabo to wyszło. Ale ludzie, na niebiosa! Czytajcie cały tekst! W świetle całości, to ma przecież zupełnie inny oddźwięk!

Oczywiście, jest szansa, że czytac ze zrozumieniem już nie umiem, tak jak udowadnia mi się, że pisac z jasnym przekazem również, no cóż. Nad sobą się zastanowię, ale póki co nad misją Masculinum się pochylam i  pokrzykuję z zachwytu!!!

Jako Fundacja dedykowana Mężczyznom i Męskości, postawiliśmy sobie następujace cele:

1. Podejmowanie inicjatyw edukacyjnych i badawczych dotyczących problematyki mężczyzn we współczesnym świecie.

2. Budowanie pozytywnego, społecznego wizerunku męskiej płci.

3. Tworzenie męskiej sieci komunikacji i wsparcia.

4. Poszukiwanie nowego etosu mężczyzny, promowanie wspólczesnych męskich cnót i wartości.

5. Badanie dawnych rytuałów inicjacyjnych dla chłopców i mężczyzn i tworzenie nowej, współczesnej tradycji rytuałów przejścia.

6. Rozwijanie potencjału  świadomej seksualności, partnerstwa  i ojcostwa.

7. Troska o psychofizyczną kondycję mężczyzn.

8. Działanie na rzecz ochrony praw mężczyzn.

9. Wspieranie matek samotnie wychowujących synów.

NARESZCIE!!! Prawie się modliłam, żeby ktoś taką inicjatywę podjął. Sama już miałam, ale jako osobnik z jajnikami, mam raczej niską wiarygodnośc w obszarze męskości, nawet jako seksuolog, hyh, więc dobrze, że osoby z penisami (jak mniemam) się za temat wzięły

Kobiety się wspierają. No dobra, przynajmniej te, które znam, te które kocham, te którymi się otaczam. O seksie rozmawiamy. O pracy i karierze ciągle. O macierzyństwie i domu również. O partnerach, czy partnerkach cały czas. I myślę, że w tej bądź co bądź solidarności jajników, odosobniona nie jestem. Bo mamy siebie nawzajem. Bo czujemy swoją siłę i czerpiemy z siebie inspirację.

A mnie brakuje dialogu z mężczyznami! Tak bardzo! Tego określenia się facetów w zmieniającej się rzeczywistości. Zdefiniowania na nowo w komunikacji z silną, prawdziwą kobiecością. Tak byśmy się siebie nie bali, nie krzywdzili, cholera, zrozumieli po prostu i kochac swoje różnice zaczęli, zamiast sobie nimi twarze nawzajem wycierac. I do gardeł naprzemiennie skakac!

Z głębi macicy mam nadzieję, że Fundacja w mainstreamie się mocno osadzi i rzeczywiście jej działania nie będą nakierowane na wzmacnianie starych schematów i stereotypów męskości, w które sami mężczyźni, czy społeczeństwo (w tym również babeczki) ich wtłoczyło pt.”Macho Club”, albo „Charchnę, Pierdnę, Bronxa obalę, Kobietę uderzę, znaczy Koleś jestem”.

Panowie! Ja chcę Was z jajami, i z testosteronem, i siłą, i mózgami pieknymi, i waszymi pasjami i z waszymi emocjami, i z waszymi penisami!!! Żebyście już przestali się siebie bac i z kobiecością (również swoją) zaczęli się komunikowac!

A „Masculinum” kibicuję! Błagam! Nie zawiedźcie mnie.

 

Zgłupiałam