#wstyd

Nie-gabinety i gabinety. Życie i nie-życie.

Wstyd.

2605784-16x9-340x191

Zżera. Konsumuje. Nadgryza. Jest. Obecny.

Ile razy o nim słyszałam? Ile razy sama go czułam? Ile razy chciałam kimś potrząsnąć, krzycząc: „Nie masz się czego k….a wstydzić!!”.

I te zdania wypowiadane sobie, a w gabinecie przede mną:

„Wstydzę się siebie, wiesz, tego, że taka jestem. Gorsza.”

„Wstydzę się swojego ciała, tego jak wyglądam. Wiesz kulę się. Chcę się schować, żeby tylko nikt na mnie nie patrzył”.

„Wstydzę się tego, że nigdy nie będę wystarczająco dobra dla niego”.

„Wstydzę się tego, że się wstydzę. Bo jakby ktoś wiedział kim naprawdę jestem..Umarłbym. Gdyby mnie zobaczył, naprawdę”.

„Wstydzę się swojej przeszłości. Tego co było i może bardziej, czego nie było”.

„Wstydzę się..Siebie..”.

My. Nieperfekcyjni. Nieudolni. Nieładni. Niezręczni. Niemądrzy. Nieinteligentni. Niecool. Niepasujący. W naszych głowach tylko. Bo coś kiedyś ktoś powiedział, skomentował, zrobił albo nie zrobił właśnie. Nie zaakceptował, nie zadbał, nie kochał. Skrytykował, wytknął, nie docenił.

A my na wiarę, uwarunkowani tak, wierzymy w coś, co już dawno prawdą przestało być, a najpewniej nigdy nie było. Wstydzimy się. To potężna emocja. Ciemna. Duszę infekująca. W głębi rdzenia osadzona. To nie jest „poczucie winy” – to czuję, gdy coś źle zrobiłam, kogoś zraniłam. Wstyd jest zawsze.

I próbujemy markować, zasłaniać, chować, kryć. Jeszcze tylko kilka nagród, jeszcze awansów ze dwa, jeszcze ładniejsza partnerka, jeszcze bardziej zajebisty partner, jeszcze kilka zer po jedynce na koncie, jeszcze podróż dookoła świata, jeszcze.., jeszcze… . I nic. Nic nie jest w stanie tego wstydu siebie, przed sobą i innymi, zatrzeć.

Może czas popatrzeć w oczy tego toksycznego potwora. I zawstydzić go, swoją prawdą, na #tuiteraz. Bo prawda jest skrajnie inna, jeśli tylko ją zobaczymy.

Pomyśl, kim byś był bez swojego wstydu?

#wstyd

Sex jest przereklamowany???

Jakiś czas temu uczestniczyłam w przepięknej kolacyij na przedmieściach Wawy. Było pyszne żarełko, wino z wyższej półki i oczywiście ludzie. 3 kobiety (w tym mła) + 2 mężczyzn. Panie znałam dobrze, panów w ogóle, co w sumie nie jest tak bardzo istotne, ale szczególara ze mnie, więc wspomnę o tym. Panie, kobiety piękne i świadome siebie i swojej seksualności. Panowie, no cóż, mężczyźni w pełnej krasie, bo rzeczywiście pan buk łaskawie obdarzył ich wszelkimi męskimi błogosławieństwami. Nie, nie widziałam penisów, tylko byli bardzo męscy po prostu, i w charakterze, i w wyglądzie.

Jemy, pijemy (z umiarem, serio!) i rozmowa się toczy. Ale cóż to za rozmowa! Och! O sztuce, o fotografii, o polityce (no niestety jak dla mnie..), o pracy, o życiu, panie, no i oczywiście gdzieś musiała w końcu zejść na temat seksu, bo przecież zawsze tak jest, nie? Jak już się okazało, że mam niespełnioną fantazję, o której oczywiście nie będę się rozpisywać, na razie przynajmniej, nadmienię tylko, że dotyczy ona Królewny Śnieżki (nie no, kiedyś to opiszę, bo boki zrywać..), to żeby odwrócić uwagę od siebie, bo zdecydowanie za długo była ona przywieszona na mnie, za czym nie przepadam, zadałam pytanie:

Jak najdłużej wytrzymaliście bez seksu?

Bez detali, darlings, bo przynajmniej 3 z nich czytuje mojegoż blogusia, ale rozpiętość była, no cóż, okazała. Od kilku tygodni, do..ykhm..kilku (dobrych) lat. Ależ się sobie dziwiliśmy! Ależ się tym ekstremom przyglądaliśmy! Ależ się refleksjami dzieliliśmy! Otwarcie, bez wstydu, bez żeny (przez „erzet”???). Tak, po prostu. I piękne to było. Bo rzadko tak po prostu otwartym można być. Wbrew lajstajlowi propagowanemu funkcjonować. Może gdzieś, przyznać się do swojej słabości. A może do siły właśnie? Do tego, że ten seks, taki piękny i hot, i spełniający tyle potrzeb przecież, może tak bardzo nie jest potrzebny do tego, żeby żyć, tylko w siebie zajrzeć? Bo może nie chcemy się rozdrabniać na grosze łannajtstendów? Bo może nawet w związku, nie musi go być, tak zawsze i na pewno? Bo może „friends with benefits” to nie jest opcja optymalna? Bo może w tym czasie, można zerknąć w Siebie, i dotknąć tego, co wcześniej seksem mordowane było?

Może.

Jako seksuolog, prawdy na marmurze wyskrobane mogę przytoczyć. Jako terapeuta par, boszsz muj, tyleż samo zgłosek złocistych napiszę. Ale jako praktyk, człowiek, cholera, no, kobieta, nie wiem. Bo oczywistością mogę polecieć, bo każdy swoim przypadkiem jest.

Nie wiem. Naprawdę.

Wsłuchać się w siebie i w swoje potrzeby. Banalne? Nie wiem.

Za to, „kolacyjnym” dziękuję! Bo dużo mnie Sobą nauczyli..

You know who You are! I love U!

images

Sex jest przereklamowany???

Moja Krew

Gabinet. I kozetka.

Ona siedzi. Taka śliczna. Taka spłoszona. Nie patrzy na mnie, bo jak. Przecież o waginach, łechtaczkach i dotyku rozmawiamy. I o niej, o krwi, o miesiączce..

„Jak dojrzewałam, to mama mi mówiła, że nie moge się wtedy myĆ, bo nie można. I zawsze śmierdziałam. Tak, śmierdziałam. No ale kogo miałam słuchac?? Teraz już wiem..Ale i tak, myślę, że jestem wtedy brudna. Niedotykalna. Trochę nawet nie umiem się myc. No bo..yghhh..obrzydliwe..jestem wtedy obrzydliwa.. Wszyscy tak myślą, prawda? Mój kolega mówił, że kobiety mają wtedy niebieską wydzielinę, że to nie jest..no wie pani..krew..Ja się co miesiąc czuję jak zarzynana świnia..z tym syfem..”.

Oddech mi ucieka. Jak świnia???

Miesiączka. Okres. Ciotka. Czerwona Caryca. Purpurowa hrabina. Ona. Ta oznaka cyrkularnej kobiecej seksualności. Ta kobiecośc celebrująca narodziny nowego.

I. Ten ból. Te skurcze. Ten pi-em-es. Te wahania hormonów. Ten szał nastroju. Przed, w trakcie i po. Hyh.

Ja. Kobieta. Śmierdząca. Nieczysta. Wygnana. Niedotykalna.

Ja. Krwawiąca. Ja. W moim cyklu kobiecym odradzająca się. Ja. W łonie nosząca obietnicę życia i je wykorzystująca, albo nie. Bo nie muszę, ale mogę.

Jak to było?? „Co to za marynarz, co Czerwonego Morza nie przeplynął?”. No tak..

Tabu. O krwi miesięcznej nie mówimy. O kubeczkach menstruacyjnych, tamponach, podpaskach nie mówimy. Nie! Przemycamy po cichu. W rękawie, w kieszeni. Bo wstyd? Bo syf? Bo smród?

Przesiąkłam? Obracamy głowę jak w „Egzorcyście”, żeby ślady krwi dojrzec. Żeby tylko nie było widac.

A właśnie, że mówmy! Nie byłoby krwi, nie byłoby mnie i Ciebie. I co Ty na to?

Ona powiedziała. Po swojemu – Emma Arvida Bystrom (fotosy- thank you Vice). Celebrowac. Każdego Tego dnia. To życie. Siebie. Swoje święte ciała. Cud cudów. Życie dające. Cierpiące, niestety. Ale piękne.

Pamiętasz jak dostałaś swojej pierwszej miesiączki? Pamiętasz swój zapach? Widzisz różnicę w kolorze krwi w zależności od dnia? Pamiętasz sex, kiedy krwawiłaś? Przypominasz sobie, jak niepowtarzalne to było? A kiedy Siebie kochałaś, z unurzanymi w sobie, we krwi palcami? Pamiętasz? I tę delikatnośc siebie znasz? Kiedy czujesz więcej niż zwykle, bo jesteś, well, otwartą raną, kwiatem, perfekcją doznań? Piękna. Nie. Boska jesteś wtedy. Ale zapominasz o tym. Bezwstydnie pamiętaj..następnym razem.. Świętą krew. Siebie.

0ad2604575a7b65030587bf77b548511

cc829a192ab3fbb8c12ad32bf480d818

72a7a4ae3e7a0f0a00d881d7c362b509

0dc4674c760298476734a701b5e1e091

f07a2f3aed386b051e806ba6486c1668

f5d1491df20329c1cf97458648b1e66b

f37138b9c9e239721c4566c84f429a33

Moja Krew

Twoja Moja historia

shame

 

Na kozetce. Tej czerwonej.

Ona sama dokańcza moje pytania. Potem z uśmiechem na nie odpowiada. Jakby znała na pamięc. Czasem uśmiech znika, bo treści trudne się pojawiają. Zaciska usta i mówi. Chce zmiany. Wiem. Recytuje błędy myślenia jak z nut.  Wgląd w emocje, w mechanizmy, w genezę. Tak łatwo ten proces się odbywa. Tak perfekcyjne rozwiązania dobrane. Tak wszystko działa. Tak w oczach zdrowieje. Przełamuje schematy. Czyż to nie jest „ołsom”??

Ja już po orbitach fruwac mogłabym, że taka ze mnie fantastyczna terapeutka. Już słyszę oklaski publiczności na okazję zgromadzoną. Już Freuda pozłacanego odbieram (psychoterapeutyczny Oscar, drodzy państwo \o/).  Już media polskie i nie tylko, ego mi na stratosferę wysyłają, tuż obok Felixa, och..No..Mokry sen by się spełnił, gdyby tylko mnie coś w pośladek poznawczy tak skutecznie nie uwierało. Gdybym tylko po mózgu się nie drapała znakiem zapytania. Gdybym tylko tej niepełności obrazu się pozbyła.

I dzielę się z nią tym. (Może poza FrojdoOscarem). Tymi moimi wątpliwościami. A ona patrzy tymi miodowo-przenikliwymi oczami. I cisza. Oj, ta cisza, że słychac cały hałas z pl. Konstytucji za oknem. Ta cisza, którą przerwac tak trudno, albo lepiej nie przerywac. Spuszcza głowę. Ogląda swoje splecione w uścisku dłonie. Jakby coś w nich trzymała.

„Bo jest jeszcze coś.”

Ledwo ją słyszę.

„Jest. Coś, o czym nikt nie wie. Nikt. Tylko ja, noszę to…”

I głos, ten zawsze pewny siebie, w gardle umiera. I kręci głową. I rozmawia ze sobą, z tym sekretem, tą tajemnicą, jakby się na coś umawiały.

„Miałam wtedy 5 lat…”

I odkopuje tę historię przede mną. Pokazuje. I kuli się, jakbym miała ją uderzyc, skarcic, ukarac, za to co zrobiła, wtedy, ponad 30 lat temu. I nie wie tylko, że sama siebie karała, że nie ma większego kata, niż ona sama. I nie wie, że tym jednym zdarzeniem wybudowała sobie korytarze znaczeń wszystkiego. Że w tych tunelach, drzwi nie było. Nie było wyjścia z tego labiryntu mnożących się kłamst, które sama sobie wypowiadała.

Był tylko wstyd. Oblepiający jej każdą relację. Wstyd, który wiązał ją mackami dzień w dzień, przypominając jak bardzo zła jest. Wstyd, który nie pozwalał patrzec na siebie w lustrze. Wstyd, który jak folia na twarzy, dławił i dusił. Wstyd, w który sama sama się ubierała, żeby tylko nikt nie zobaczył, jaka jest w środku. Zła, Głupia, Brzydka, Potworna, Grzeszna.

Już nie musisz sie wstydzic. Słyszę Cię. Poniosę Twoją tajemnicę. Daj mi trochę tego wstydu. Popatrzymy razem na te kłamstwa, w które wierzyłaś tyle lat. I zobaczysz, że jest inna prawda o Tobie. Już nie będziesz się dusic. Oddychaj.

To już jest moja historia.

 

Twoja Moja historia

(Po)Rozmawiajmy o penisach

W gabinecie seksuologa gorąco jest. Zawsze. Jako kobietaseksuolog usłyszałam już kilka „ciepłych” komentarzy. Do moich ulubionych należą: „To pani jest kobietą???”,  „Przy kobiecie o ptaku przecież nie będę mówił” – no i tak zostałam mężczyzną – ornitologiem. Ale dla większości panów, rozmowa z babeczką o trudnościach z hydrauliką lub libido jest o wiele bardziej wyzwalające i uzdrawiające niż z facetem, jak się okazuje.

Dlaczego?

I tak szukając pewnego dokumentu o waginach natknęłam się na to cudeńko:

Nie każdy ma czas, żeby godzinę penisom poświęcic, hyh, więc trochę opowiem. Lawrence – koleś, który ten dokument zrobił, ma penisa 3,5 calowego (w stanie spoczynku, o czym się dowiadujemy, bo sobie robi odlew gipsowy, tak, tak, boleśnie to wyglądało), czyli w przeliczeniu na zrozumiałe wartości dla nas to ok. 7 cm z kawałkiem. Przez wiele lat się z tym męczył, i przyszło mu do głowy, że pewnie nie jest jedyny.

Chce porozmawiac o tym z innymi facetami, ale spotyka się, no powiedzmy z małym zrozumieniem. Faceci nie chcą z nim rozmawiac o swoich penisach. Nie tak jak w Stanach Ameryki – tam nawet istnieją grupy wsparcia dla panów z małymi penisami. Ale nie w Great Britain. (O Polsce nie wspominam, bo to już Dziki Wschód Seksualny, jak wiemy).

I znowu dlaczego?

Ano – po pierwsze: porno – od małego, w sensie, najmłodszych lat, panowie jako jedyny punkt porównania mają gwiazdorów porno, a wiadomo, że tam casting nie polega na umiejętnościach aktorskich raczej. I tak biedny Smith czy Kowalski, myśli, że on ze swoim oprzyrządowaniem, niewiele jest wart. Bo z kumplem o tym nie porozmawia przecież, mówimy tutaj o heterowiększości, uprzedzam!

Zabawki też nie pomagają – porównanie – do dildosów, wibratorów – duże są niektóre i takie równiutkie, ech..

Kowalski naprawic sytuację chce i zamawia pompki powiększające, ziołowe pigsy, które efektów zmieniających życie nie przynoszą. Domowymi sposobami też można. Pamiętam jak na jakichś zajęciach oglądaliśmy zdjęcia powiększanych penisów drogą – Do It Yourself – wstrzykiwano olej, wazelinę i silikon itp. Mnie bolało jak to oglądałam, chociaż sama oprzyrządowanie mam inne. W filmie ok. min 25 jest zdjęcie penisa takiego Pomysłowego Dobromira.

Można też operacyjnie powiększyc. Robi się to za pomocą wycięcia tłuszczu z pupki petenta, rozcięcie podłużne penisa i wszycie owegoż tłuszczu na boki penisa np, to też widziałam na jakiejś konferencji – częśc procedury widac ok. min 35.30. Naprawdę drastyczne!

Ale to co mnie zachwyciło to końcówka – Lawrence decyduje się na zrobienie wystawy, gdzie będą prezentowane zdjęcia penisów, które panowie wysłali anonimowo cyberdrogą. Przepiękne! Penisy każdej urody, wielkości, objętości i grubości! I dopiero tam, kiedy przybyli mężczyźni widzą innych, zaczynają się otwierac i mówic o sobie, a niektórzy nawet w naprędce sklecionym namiociku robią sobie zdjęcie swojego penisa, i wieszają na ścianie, jako częśc wystawy!!! Boskie! I pewnie sama bym chciała taką wystawę dla Kowalskich zrobic! Serio! Bo wszystkie kompleksy, niepotrzebne często, w głowie są, a nie w spodniach.

I pamiętac należy, że w Starożytnej Grecji małe penisy uznawane były za kanon piękna, a duże, za wynaturzenie, hyh, trochę odwrotnie do teraz..No cóż..

images

Kochani Panowie – pamiętajcie: „Wielkośc ołówka się nie liczy, ważne jak nim rysujesz”.

(Po)Rozmawiajmy o penisach