Ex-, ja i social media

images

Kiedyś to było łatwo. Ludzie się rozstawali. Przestawali do siebie dzwonić. Najwyżej wpadło się gdzieś na Exa, albo Exę. Trochę przez moment kwadratowo, ale później już do przodu. Ale teraz z tymi mediami społecznościowymi oszaleć można!

Pół biedy jak polubownie. Ale jak ktoś od kogoś odchodzi, rzuca, to serce jednej strony krwawi i zaczyna się tango rozpamiętywania. I już byłoby może bliżej uleczenia, już może serce by tak juchą nie buchało, gdyby nie np. update exa na Facebooku, a jeszcze gorzej zdjęcie z jakąś nową love.

I tango od początku gra. I przyrzekasz sobie, że wykasujesz, zablokujesz i w ogóle wielkie „Won!” zastosujesz, kiedy człowiekiem w bardzo przecież delikatnym właśnie stanie jesteś i niestety ciekawość czysto masochistyczna wygrywa z rozsądkiem i radami mądrych ludzi. Które brzmią właśnie – bardzo rozsądnie:

„Męczyć się będziesz tylko. Rozstanie to rozstanie.”

„Oddychaj, a potem zrób dla siebie coś dobrego.”

„Kup sobie nowe buty. Zawsze pomaga.”

Inni, zaprawieni w bojach, optują za słodką zemstą podawaną w społecznościowych porcyjkach, jak kawałki zatrutego tortu: „Weź wrzuć zdjęcia z tego melanżu, najlepiej z jakimś superboyem, albo „samojebkę” tuż przed wyjściem na jakąś intelektualną imprezę. Albo focie z wyjazdu mocno koedukacyjnego na plaży, na basenie, przy barze”.

Jeszcze inni twierdzą, że posty z aśramu w Indiach, gdzie aktualnie przebywasz szukając siebie, będą dowodem na to, że na pewno się wznosisz ponad to co Ci on zrobił, albo ona, płeć przecież nie ma znaczenia.

Super. Rady zawsze pozostaną tym czym są, czyli kupą…śmieci, dla kogoś kto akurat jest w stanie bliskim psychotycznemu, bo tak boli i już. Odzywają się więc najgłębiej skrywane instynkty i z samobójczą ciekawością – bo to ty właśnie konasz w mękach, stając się superStalkerem, buszując po wszelkich możliwych portalach na których twój Ex gości, odkrywasz, co, gdzie i najgorsze z kim, robi. Każdy status, jak mały gwoździk w już i tak czołgającą się po żwirze samoocenę. Ale ty nie dajesz spokoju i dalej – może Instagram jeszcze Cię bardziej przekona, że cierpienie uszlachetnia. A już śledzenie nowej love, na pewno. Tia. Zapewne.

W życiu i w gabinecie doświadczam karuzeli płaczu, jęków i bólu codziennie właśnie przez cyberstalkowanie podawanych.

Social media rozstań nam nie ułatwiają. Ileż trzeba mieć samokontroli, żeby jednak nie zamienić się w Prześladowcę, który tak naprawdę prześladuje tylko siebie, zdzierając tylko zasychające strupki, gmera paluchem w ranach?

I po co?

Ex-, ja i social media

Była Miłość

images

 

Poczułam jak mnie ściska za gardło. Potem lodowatą ręką chwycił za kark. Wstałam powoli z fotela. „Oddychaj”. Jedyna komenda jaką byłam sobie w stanie wydać. I zimno, od tej lodowatej ręki. I wspomnienie przebiegło przez myśl. I złapał mnie w pasie. Nie mogłam rozłączyć jego palców na moim brzuchu. Jak pieprzone imadełka. I czułam jego oddech nad uchem. Przestałam się szarpać, imadełka zluzowały się. Wyrwałam się. Dobiegłam, już płacząc, do łazienki. Zatrzasnęłam drzwi. „Okej, już. Uspokój się.”. Powoli otwieram drzwi i idę w stronę łóżka. Powtarzam „Już dość, już dość”. Łzy same płyną. I jedno jego uderzenie rzuca mnie na półki z książkami. Osuwam się jak manekin. Twarz na klepce, umazana krwią. Z nosa, z rozciętej wargi. Chwyta mnie za włosy. Ciągnie. Wiem gdzie. Do lustra. Zdarte dłonie. Podnosi mnie siłą jak worek piasku. „Daj mi spokój..” szepcę. Trzyma mnie w tym lodowatometalowym uścisku. Nie umiem na siebie spojrzeć. Klamrą dłoni podnosi mi twarz. I sssyczy „Patrz”. I widzę siebie i jego. „Pan Nienawiść”, mówię szeptem.

– Wiesz kim jestem.

– Wiem.

– Dlaczego przede mną uciekałaś?

– Nie chcę cię tu.

– Ale jestem i nie pójdę.

–  Nie krzywdź mnie już tak, proszę.

– Sama się krzywdzisz.

– Mądry jesteś.

– Sama mnie stworzyłaś i poczułaś. Zamieniłaś moją siostrę na mnie. Pamiętasz?

– Miłość była.

– Była. Teraz jestem ja. Kurewsko mocny. Dziękuję.

– Spierdalaj.. – przytula się do mnie tylko – Nie, nie..Będę dopóki będziesz mnie czuła.. Jak w greckiej tragedii, dwie maski na tej samej głowie.

– Wolę twoją siostrę.

– Jej już nie ma. Wygoniłaś ją. Pamiętasz?

– Nie miałam wyjścia… – siedzimy na podłodze, oboje..- Co będzie po tobie? Pójdziesz sobie kiedyś?

– Przyjdzie nasza kuzynka, Obojętność.

– A później?

– Jej kuzynka, Zapomnienie.

– Kiedy?

– Nawet nie zauważysz.

– Można zapomnieć o Twojej siostrze, Miłości?

Uśmiechnął się tylko.

Skurwysyn.

 

Była Miłość

Bajka

imagesCA2RVE2D

Za siedmioma wieżowcami, za siedmioma supermarketami, w wieży kilkupiętrowej z postrealizmu pogierkowskiego, mieszkała piękna Księżniczka. Miała marzenia spełnienia zawodowego, pasje różne, ale jej głównym celem życiowym, tak jak każdej księżniczki w tym społeczeństwie wg reguł Poprawnego Zachowania, było znalezienie księcia.

Księżniczka przyjaźniła się z innymi księżniczkami, które podobnie jak ona, cel swój życiowy wypełnic musiały. I próbowały. No uciechy z tego co niemiara było, bo przygód a przygód, każda z nich przeżywała mnóstwo. Np. jedna pocałowała ropucha, bo wg starych legend, on przemienic się w idealnego księcia miał, ale okazało się, że wcale się nie zmienił, tylko wykicał z jej wieży nad ranem, skrzecząc, że zadzwoni. Albo kiedy dobrze-rokujący książe, co to serenady przymiotników onlajnowo wyśpiewywał u innej, okazał się w pożyciu codziennym Księciem Pustaków raczej.

No ale były też inne, które na pewne ustępstwa w życiu poszły, żeby cel osiągnąc. Słyszała od jednej, że ta zrezygnowała ze swojej kariery, żeby swojego księcia w jego pracy wspierac, i chyba dobrze jej z tym było, nie idealnie, ale dobrze.

Jeszcze inna zgadza się na bycie z księciem, który z inną księżniczką jest związany, i wcale nie zamierza od niej odejśc, bo taki układ mu pasuje, ale ona biedna tego nie wie, i się oszukuje i tak trwa, zakochana niestety, łudząca się.

Inna, złamała system, bo odkryła, że raczej inne księżniczki ją interesują, i żyje z jedną, w tym dziwnym państwie, gdzie nie ma prawo-prawnie tych związków byc.

A już zupełnie kuriozalnym przypadkiem była inna, która przeglądając się w Zwierciadle Norm Społecznych, główką królewską pokręciła i ze stanowczym „Pierdolę to!” tiarą w zimne szkło rzuciła i poszła swoją drogą, na wieczny ostracyzm społeczny się narażając, ale mając go głęboko w swojej imperatorskiej pupie.

„Ach – wzdycha Księżniczka – jakie to wszystko trudne i skomplikowane”. Ale z celu nie rezygnuje, bo nie może.

Lata płyną. Księciowie na rumakach pod wieżę podjeżdżają. Jedni zostają na dłużej, żeby z Księżniczką obcowac. Inni, tak tylko na chwilę życiową wpadają i odchodzą, no bo tak. Uroda trochę szarzeje, włosy błysk swój tracą, metabolizm się spowalnia.

Księżniczka w Zwierciadle Norm Społecznych się przegląda i wie, że sprawy nie mają się najlepiej. Czas ucieka. Na rynku coraz mniej Książąt Dostępnych. Zaczyna się rozglądac na Wtórnym Rynku Matrymonialnym o wdzięcznej nazwie „Księciowie z Odzysku”, ale tam też nie za wesoło, na okazje trzeba polowac, bo rodzynki się zdarzają, ale do polowań Księżniczka siły nie ma. I nagle zauważa, „A cóż to??”, że w swojej wieży sama już nie jest.

Mianowicie zamieszkała z nią niepostrzeżenie Desperacja. Gdzieś, jakoś się wzięła wylęgła i w cieniu Księżniczki się rozgościła, włócząc się za nią krok w krok. I kiedy tylko Księżniczka w Zwierciadle się przegląda, albo tylko zerknie zazdrośnie na inne pary królewskie, ta już jej do ucha szepce „Oj, kochana, źle jest. Chyba już twój termin przydatności minął. Chyba trochę niedorozwinięta społecznie jesteś. No i nieprzydatna, bo kiedy chcesz małe książątka miec?? Jak już siwe włosy ci wypadną? Co z ciebie za nieużytek!!”. I im więcej szepce a Księżniczka słucha i reguły Poprawnego Zachowania społecznego czyta, tym desperacja strachem się zażerając, tyje i już na dobre u Księżniczki się rozgaszcza, i cień i serce i myśli anektując.

Biedna, chcąc nie chcąc, żeby takim wyrzutkiem społecznym się nie stac, myśli sobie: „Ok, następny, który mnie zechce, będzie mój, i już!”.

No i napatacza się książe, księciunio, taki trochę nie za bardzo w guście Księżniczki, taki trochę nieksiążęcy nawet, ale przecież wybrzydzac nie ma co. Bierze go więc, szczęśliwa, że może się w Zwierciadle Norm Społecznych już bez strachu przeglądac. Niektórzy się dziwią, że taki egzemplarz sobie wybrała, no ale to w końcu nie oni spac z nim będą, więc wara!

I tak żyli długo i szczęśliwie.

Na pewno?

Bajka

(Po)Rozmawiajmy o penisach

W gabinecie seksuologa gorąco jest. Zawsze. Jako kobietaseksuolog usłyszałam już kilka „ciepłych” komentarzy. Do moich ulubionych należą: „To pani jest kobietą???”,  „Przy kobiecie o ptaku przecież nie będę mówił” – no i tak zostałam mężczyzną – ornitologiem. Ale dla większości panów, rozmowa z babeczką o trudnościach z hydrauliką lub libido jest o wiele bardziej wyzwalające i uzdrawiające niż z facetem, jak się okazuje.

Dlaczego?

I tak szukając pewnego dokumentu o waginach natknęłam się na to cudeńko:

Nie każdy ma czas, żeby godzinę penisom poświęcic, hyh, więc trochę opowiem. Lawrence – koleś, który ten dokument zrobił, ma penisa 3,5 calowego (w stanie spoczynku, o czym się dowiadujemy, bo sobie robi odlew gipsowy, tak, tak, boleśnie to wyglądało), czyli w przeliczeniu na zrozumiałe wartości dla nas to ok. 7 cm z kawałkiem. Przez wiele lat się z tym męczył, i przyszło mu do głowy, że pewnie nie jest jedyny.

Chce porozmawiac o tym z innymi facetami, ale spotyka się, no powiedzmy z małym zrozumieniem. Faceci nie chcą z nim rozmawiac o swoich penisach. Nie tak jak w Stanach Ameryki – tam nawet istnieją grupy wsparcia dla panów z małymi penisami. Ale nie w Great Britain. (O Polsce nie wspominam, bo to już Dziki Wschód Seksualny, jak wiemy).

I znowu dlaczego?

Ano – po pierwsze: porno – od małego, w sensie, najmłodszych lat, panowie jako jedyny punkt porównania mają gwiazdorów porno, a wiadomo, że tam casting nie polega na umiejętnościach aktorskich raczej. I tak biedny Smith czy Kowalski, myśli, że on ze swoim oprzyrządowaniem, niewiele jest wart. Bo z kumplem o tym nie porozmawia przecież, mówimy tutaj o heterowiększości, uprzedzam!

Zabawki też nie pomagają – porównanie – do dildosów, wibratorów – duże są niektóre i takie równiutkie, ech..

Kowalski naprawic sytuację chce i zamawia pompki powiększające, ziołowe pigsy, które efektów zmieniających życie nie przynoszą. Domowymi sposobami też można. Pamiętam jak na jakichś zajęciach oglądaliśmy zdjęcia powiększanych penisów drogą – Do It Yourself – wstrzykiwano olej, wazelinę i silikon itp. Mnie bolało jak to oglądałam, chociaż sama oprzyrządowanie mam inne. W filmie ok. min 25 jest zdjęcie penisa takiego Pomysłowego Dobromira.

Można też operacyjnie powiększyc. Robi się to za pomocą wycięcia tłuszczu z pupki petenta, rozcięcie podłużne penisa i wszycie owegoż tłuszczu na boki penisa np, to też widziałam na jakiejś konferencji – częśc procedury widac ok. min 35.30. Naprawdę drastyczne!

Ale to co mnie zachwyciło to końcówka – Lawrence decyduje się na zrobienie wystawy, gdzie będą prezentowane zdjęcia penisów, które panowie wysłali anonimowo cyberdrogą. Przepiękne! Penisy każdej urody, wielkości, objętości i grubości! I dopiero tam, kiedy przybyli mężczyźni widzą innych, zaczynają się otwierac i mówic o sobie, a niektórzy nawet w naprędce sklecionym namiociku robią sobie zdjęcie swojego penisa, i wieszają na ścianie, jako częśc wystawy!!! Boskie! I pewnie sama bym chciała taką wystawę dla Kowalskich zrobic! Serio! Bo wszystkie kompleksy, niepotrzebne często, w głowie są, a nie w spodniach.

I pamiętac należy, że w Starożytnej Grecji małe penisy uznawane były za kanon piękna, a duże, za wynaturzenie, hyh, trochę odwrotnie do teraz..No cóż..

images

Kochani Panowie – pamiętajcie: „Wielkośc ołówka się nie liczy, ważne jak nim rysujesz”.

(Po)Rozmawiajmy o penisach

Plan B

Kocham internety! Miłością pierwszą i czasem odwzajemnioną. Bo ktoś z zeszłego życia mnie odnalazł. Nie szukał, ale gdzieś w cyberprzestrzeni się objawiłam. Niechcący. Bo tak jest, że szuka się poezji Herberta a ląduje na traktorach Ursusa. I tak jakoś gugiel mnie wypluł. I tak jakoś wylądowaliśmy na skajpie.

Na kamerkach wiadomo jak się wygląda, pardąsik, ja przynajmniej wyglądam jak aura za oknem, czyli szarawo. Ale zaryzykowałam. Przecież po ymnastu latach, wygląd nie ma już tak wielkiego znaczenia, nie? I się cyberspotkaliśmy i prawie cyberminimelanżyk był! Tyle komplementów było i wspomnień megatony, i łzy prawie. Aż w końcy dobrnęliśmy do teraźniejszości. Do pytań o żony, mężów, partnerów, dzieci, pracę. I w pewnym momencie utknęliśmy. Bo wspomnienia i teraźniejszośc nam się zmieszały i z tych słów partner, partnerka, kochanek, mąż, facet, kobieta, trzeba było coś nowego zbudowac, i popatrzec na przeszłośc, taka jaka była. I to jedno pytanie, którego wtedy, ymnaście lat temu, nie zadałam, teraz samo mi się cisnęło. Przecież już mądra i dojrzała jestem, tak?

„Dlaczego na mnie nie czekałeś? Wiesz, ja wróciłam wtedy..”

„Wiem, donieśli mi. Nie mogłem. Musiałem szybko podjąc decyzję. Wiesz, że to była moja szansa.”

„Byłam twoim planem B, tak? W razie gdyby się nie powiodło?”

Tak. Byłam planem B. Tu wybór był prosty. Szansa raz na sto, na rozwój i lepsze życie, a z drugiej ja. Tu akurat jedno wykluczyło drugie.

Zabolało. Nawet po latach.

Tak. Kariera. Ale czasem tak jest, że jesteśmy planem B, nie wiedząc o tym, bo ktoś nas wybrał, bo się bał. Boi. Samotności. Jesteś jaka jesteś, ale przynajmniej jesteś. I może nie czuję jakiejś wielkiej pasji czy żaru pożądania, ale jesteś. I może autentycznośc, nie jest taka prawdziwa do końca. I może otwartośc, jakoś taka zamknięta trochę. I może w sexie myślę o kimś innym. A plan B sie stara. I chce. I próbuje. I się obwinia za te starania, które nie wychodzą, bo nie mają prawa. Bo tak jest, przecież, że ktoś musi bardziej kochac, nie?

A czasem ktoś godzi się na bycie planem B, z pełną świadomością tego, że może nigdy nie stanie się planem A. Ale kocha, więc trochę cierpi, trochę ten czas, który on czy ona spędza z innym, jakoś sobie zapełnia, chociaż tak pragnie byc z nim, czy z nią. Z panią Zazdrością się zaznajamia, i chodzą jak dwie siostry bliźniaczki syjamskie, złączone sercem tylko, bo nie głową. I niby jest wybór – czekac, aż ta druga osoba, na nią się jednak zdecyduje, albo czeka, aż miłośc się wyczerpie wraz z cierpliwością. Ma wybór i nadzieję, że w końcu będzie czyimś planem A.

Tylko A. Bez innych liter alfabetu.

imagesCAGM09II

Plan B

Zielono mi!

I nie jak w piosence Osieckiej „Zielono mi i spokojnie, zielono mi, bo dłonie masz jak konwalie.”. Nie. I nie z powodu aury za oknem się dokonującej, bo tam jak wiadomo, na razie złoto – czerwono, a później będzie buro – szaro, a potem może biało. Nie. Zielono mi, bo wszędzie pełno zazdrości widzę, a ona przecież zielonookim potworem nazwana. Zielono mi więc! I nie tylko w gabinecie, bo życie moje wbrew opinii obiegowej, nie tylko z pracy złożone jest. Ale tak w ogóle. Wśród przyjaciół, znajomych, znajomych znajomych i ich znajomych. No jest.

I jak sobie podliczyłam komentarze w różnego rodzaju mediach (bo się udzielam przecież) i odpowiedzi na zapytania klientów w pewnej poradni onlajnowej w której pracuję, to mi wyszło, że zazdrośc to królowa królowych wszystkich interwencji. I nie, że taka zazdrostka – mikrusek, o, że ona to ma fajne szpilki, tylko taka co to po telefonie i portalach społecznościowych partnerki buszuje, taka co to sceny urządza, taka co to detektywa wynajmuje i podsłuch partnerowi zakłada. O taka.

I jak jeszcze dodam sobie statystyki, że to ona właśnie najczęściej winna przemocy w domu i najczęstszym powodem zabójstw, to wiadomo, że temat gruby i warto się nad nim pochylic. Bo kto nie był chociaż raz o partnera/ partnerkę zazdrosny???

W otchłani wiekowej ewolucji ją sobie wypielęgnowaliśmy. Panie homo sapiens zazdrosne zaczęły byc o inne homo sapienki, bo kto im i ich latoroślom zapewni żarełko, jak partner do innej odejdzie? Panowie homo sapiensi za to, zazdrośni się zrobili, żeby miec pewnośc, że ta latoroś to ich na pewno, i byle mamutem brzdąca jakiegoś innego sapiensa karmic nie będą. I tak nam się ten wzorzec utrwalił. Później się trochę wysublimowaliśmy, ale nie aż tak bardzo, jakby się człowiek współczesny dobrze przypatrzył.

A w 2012, to co jeszcze ona może oznaczac, w szczególności na kozetce jak już się ktos znajdzie?

Dla mnie to znak, że czas spojrzec w środek, bo tam coś się niehalo dzieje. W badaniach pana Bussa (najfajnieszego na świecie psychologa ewolucyjnego, serio!) stoi jak wół, że odczuwanie zazdrości jest nieodłączne z neurotyzmem, czyli no powiedzmy, niestabilnością emocjonalną, z niestabilnym obrazem siebie, i tak, tak, moim hasłem naczelnym, samooceną, również oczywiście przecież niestabilną. Czyli im bardziej osoba niestabilna tym bardziej będzie zazdrosna, nawet o pierdy nicnieznaczące.

Wiem, wiem, zaraz się głosy rozwrzeszczą, że przecież trochę zazdrości nie zaszkodzi, że to tak podkręca związek, bo to tak miło, jak ktoś jest o nas zazdrosny. Zieeeew! Krzyczcie sobie ile chcecie. Wiem, że zazdrości trochę na początku relacji jest nawet niezbędne do utworzenia się paradoksalnie, zaufania. Ale kiedy jedna strona specjalnie chce żeby partner był o nią zazdrosny, a z drugiej strony, kiedy jeden z partnerów robi rzeczy, które nie powinny miec miejsca w związku, to taki stan rzeczy (i kilka innych jeszcze) świadczą o tym, że związek jest po prostu niestabilny, taki potworek na glinianych nogach, taki Golemik z przykurczem trochę,  który prędzej czy później się przewróci, i tyle go będzie można pozbierac, jak przerośniętego Hamptiego Damptiego.

Wzór matematyczny sobie można z tego zrobic:

indywiduum o wahającej się samoocenie x niestabilnośc związku = zazdrośc

Wierzgac tu emocjonalnie można, kopac werbalnie piszącego, no cóż, ja zazdrości jako przyprawy do związku nie kupuję.

Jak już bywam zazdrosna, ( tak, też człowiekiem jestem z pełną paletą emocji), to patrzę w siebie, i pytam co z tym zrobic, jak siebie przekonfigurowac, czy czegoś mi, we mnie, brakuje? Czy to co ona ma, to ja w ogóle chcę miec? Taka byc? Nie mówię tu o zmianie siebie dla kogoś, bożebroń! Szukam w sobie i sprawdzam prawdziwe motywy, i to nad nimi pracuję, nie żeby byc jak ktoś inny. Staję się bardziej Ja.

Go in peace and be jealous no more!

Zielono mi!

Melanżowo

Śliczna, wysoka, smukła, blond. Prototyp Barbie??? Szczuplutkie dłonie zaciska na torebce z inicjałami LV. Błękitne oczy zachodzą mgłą wody. Pochyla głowę. Wstyd przed łzami. I widzę jak kapią. Podaję jej chusteczki. I słyszę cichy głos, gdzieś spod chmury włosów..

„Pani Izo, to jest jak wieczny melanż w mojej głowie. Ciągle do mnie mówią, bez przerwy.”

Zaczynamy. Bez biforka. Na zimno.

 

Pierwszy na densflorze jak zwykle Krytyk. Mocnym basem: „Myślisz, że sobie poradzisz? Serio? Przecież ty głupia jesteś. Nic nie warta do tego..Daj spokój.. Nie myśl sobie, że jesteś lepsza od innych. Zwykła p…a. A co może wyrwiesz kogoś? Buahaha…Serio. Nie no, ubawiłem się…”. I densuje do rytmu. Zamknął się, bo pojawia się Zazdrośniak. Ten to potrafi: „No tak, zobacz jak ty wyglądasz, ale ona??No gdzie ty do niej. Boska przecież..i młodsza. I zdolniejsza. K……a! Jaką ma pracę??Woah!Co, pewnie się puściła, żeby ją miec, tak? A widziałaś jej faceta ostatniego??No ciasteczko..Ty sobie chyba nikogo nie znajdziesz, no bo jak?”. Spycha go chamsko w bok, patrzy się prosto w oczy Perfekcjonistka:”Dżizas, gdybyś tylko więcej zarabiała, na pewno wszystko byłoby wtedy idealnie. Ooo, albo jakby ten XYZ był z tobą, nie? Ja p……! Noo..wtedy twoje życie byłoby idealne, och jakie piękne dzieci byście mieli, perfekcja przecież”. Wchodzi Maska. „Nie, nie. Żeby tylko nikt nie widział, jaka jesteś ch….a. Szybciutko, ogarnij się. Uśmiech nr 300 i dajesz!!!”. Ręce w górze i jest melanż. Ale nie dajesz rady. Luk na bar. Tam stoi Ofiara i polewa, jak zwykle. Swój ulubiony mix – Użalanie się nad sobą z odrobinką Cierpienia, a co. To podbijasz do baru. Wlewasz szota za szotem. Och, jak miło, jak smutno. Jaka ja biedna, drinusie rozpływają się miło po ciałeczku. Dlaczego mnie się nic fajnego nie przydarza? Dlaczego to mnie jest najgorzej? Ale nie posiedzisz sobie tak na stołku, bo podchodzi Ciułacz..Oj. Patrzy barmanowi w oczy i ten wie – to co zawsze.  Ból i Strata,  wstrząśnięte, nie mieszane, żeby się dobrze połączyło. I w monolog ze swoim starym znajomym uderzasz: „Jak to jest, że on mnie nie chciał? Jak mógł tak odrzucic? Jak mogłam to tak spiep….? Nie mógł tak odejśc i sie nie odezwac…” . Panta rei..Niech żyje bal…

A ty z kim się bawisz najczęściej???

Jakie drineczki sobie serwujesz??

Zabrakło kogoś?

Melanżowo

Śmierć Barbie!!!

W związku z przebywaniem na Openerze, zwiedziłam sobie trójmiejskie plaże. Łażąc, bo trzeba by było mnie jakoś do piasku przyspawac, żebym sobie tak leżała i pot wydzielała.  Chyba, że jest rozmowa stymulująca, to posiedzę 😉 i jeszcze jeden warunek spełniony, którego nadmieniac tu nie będę, bo nie. Lubię łazic, bo się napatrzec można co niemiara! Ludziska w każdym kolorze (tak, murzynka też była) i kształcie. Tam zwisający brzuszek, a tam pupka jakaś taka schowana, tam cycek się trochę rozlewa, a tam skórka pomarańczowa na nogach, a tam piłkę lekarską pan połknął, a tam skóry spod włosów panu na plecach nie widac, a nie to ten sam pan, a dalej dużo za mały kostium pani włożyła, a tam babcinka z fioletowymi włosami, a tam dziadek zaschnięty jakiś i słońcem przypalony. Cała ludzka menażeria. Głowa mi się prawie nie odkręci! No boscy są! Aż tu nagle, idzie ona, Barbie cała, no przepiękna, o i z Kenem w pakiecie. Się zachwycam, patrzę, oglądam, dobrze, że okulary mam, bo głupio tak na ludzi się gapic, zameczek z piasku dzieciakowi burzę, bo wlazłam. No i co? No i nudno. Nagle przestworza się otwierają, zielenice wgłąb Bałtyku odpływają, a wielki młotek wali mnie po łbie – halo! Piękno jest nudne!!! Do zarzygania!!!

Ci co mnie z realu (nie supermarketu, boshhh..) znają, to wiedzą, że taka jestem mała, krępa, niewywrotna, równa dziewczyna, z każdej strony 100. Piszę nie ze skromności, hyh, ale żeby komentarze zlośliwe uprzedzic, że ja nie z zazdrości, tylko z rzeczywistości subiektywnej się wypowiadam. Tak serio, to mnie fascynuje w wyglądzie to właśnie niepiękno. I celowo nie piszę brzydota, bo od tego daleko. Ta asymetria twarzy, ten nos krzywy, te fałdki na brzuchu, ten krzywy ząb lekko występujący z szeregu, ten włos jakoś rzadki, te uda trochę się łączące. To lubię. Bo to jest ciekawe. To jest charakterystyczne. To jest interesujące. O tym chcę pogadac. Nosiciela tych cudów chcę poznac. Piękno nudzi mnie po 6 sekundach, mierzyłam. Pozachwycam się, docenię dzieło rodziców i …tyle. Jakoś nie mam o co oka zahaczyc, bo to wszystko takie sfotoszopowane. No zieeew!

Dla mnie ludzkie ciało nosi historię użytkownika. I tyle da się z nego wyczytac. A ta szrama to skąd? A ten brzuszek to jak nabyty? Ta zmarszczka na czole, to ze zmartwień proszę pani? A te rozstępy, to jak się panu zrobiły? A tym zgarbieniem, co pani chce ukryc? Siebie? A poobgryzane paznokcie, to z nerwów, z nieśmiałości? W pięknym człowieku nie widzę tej historii, może ono mnie zaślepia? A może źle patrzę?

Dlatego ogłaszam: śmierc Barbie!!! (Kenowi też!)

Kochana! Nie patrz na piękne zdjęcia, nie powrównuj się do X, Y czy do Gisele Caroline Bündchen, czy Natalii Siwiec?? Jesteś piękna, interesująca, niesztampowa, ciekawa. I już. Każdy pieg, każda zmarszczka, każdy niesforny włos tworzy Twoją autentycznośc, Ciebie! Każda szrama, rozstęp, blizna opowiada historię twojego życia – coś co jest unikatowe dla Ciebie. Zrób coś dla siebie, proszę, stań przed lustrem, nago, jak zostałaś stworzona, spójrz na siebie, nie odwracaj wzroku, nie krzyw się, wyłącz głowę, bo właśnie zagrasz ze swoimi schematami w Mortal Kombat! Nie bój się. Popatrz i zacznij czytac historię swojego życia. Zobacz co sprawia, że jesteś inna niż inne? To TY. Piękna! Usmiechnij się do siebie. I zadzwoń do rodziców, dziękując za zajebiście sexowne geny! (Drodzy Panowie, możecie zrobic to samo, jesteście równie piękni 😉 ).

Drogi Panie! Ja wiem, że zawsze będziesz patrzył na piękno ciała, bo jesteś samcem alfą, betą czy thetą. Bo tak masz. Ale może spójrz czasem poza stojącą przed Tobą szczuplutką blondzicę o niewyobrażalnych..tych..no, oczach., bo tam podskakując, jakaś mała szatynka, z historią zapisaną na ciele i z sercem jak czerwony balon, pokrzykuje: „Ja! JA! Wybierz mnie! Ja! Kochaj mnie!”.

Droga Pani! Wyjrzyj czasem zza obszernych barków Kena, bo tam gdzieś w jego cieniu może stac, jakiś niski łysol, który z nieśmiałości tylko nie zagaja rozmowy, ale na koniec świata i na zakupy by z tobą poszedł!

Piękno jest nudne.

Śmierć Barbie!!!

Jak karmię trolla zazdrości?

Taką prawidłowość zaobserwowałam – jak u mnie się coś dzieje w życiu, zmagam się z jakimś tematem, albo coś nagle „jest na rzeczy”, to na kozetce pojawiają się te same trudności. Człowiek, który w ogóle z czym innym przyszedł, nagle ten temat wyjmuje zza pazuchy, i jak Harry Callahan celuje we mnie moją rozkminką, patrząc prosto w oczy: Już wiesz, czemu mówią na mnie „Brudny” Harry. Jestem od brudnej roboty.”. I „brudna robota” się zaczyna, bo tu z podwójnym setem schematów sobie zaczynamy tańczyć. Uwalniamy trolla i mu się przyglądamy. Odklejam się od siebie i dajemy..

Scena: gabinet „czerwony”. Ja i R.

– Pani Izo, dziś trochę o czym innym bym chciał. Bo z tym ewidentnie nie daję sobie rady ostatnio. Możemy tamto odłożyć na chwilę?

– Jasne. Jeśli to jest jakiś bolący problem, to spróbujmy mu się przyjrzeć.

– Dzięki. Bo ja pani ucha dziś potrzebuję.

Nie, R. nie jest kanibalem, ale ucha dzielnie nastawiam.

– Pamięta pani M. (narzeczona R.)? Zazdrość o tego jej byłego mnie zżera. Jak przejeżdżam koło jego pracy, to chce mi się wpaść tam i dać mu w mordę. Kiedyś M. mi powiedziała, że fajnie jakbyśmy do Hiszpanii pojechali na urlop. A ja mam w głowie, że przecież oni tam byli i pewnie chce tam jechać, żeby sobie dobre chwile przypomnieć. Ostatnio jak byliśmy w klubie, to wydawało mi się, że on też tam był, i się strasznie upiłem z tego żalu i bezsilności.

– A skąd pan wie jak tamten wygląda?

– Noooo….przyjaciółka M. miała go wśród znajomych na fejsie. Musiałem go znaleźć. Nie wiem po co, bo cały czas myślę, co oni mogli razem robić. Wystarczy, że M. coś tam wspomni, jak jej wcześniej było z nim, a ja się w sobie zapadam i chcę gdzieś od niej uciekać, ale wypytuję jak jakiś masochista, żeby znać więcej szczegółów..Co ja sobie robię???? Tylko obrazki mi po głowie latają…jak jakaś obsesja..

A ten siedzi z nami i szczerzy przeżółkłe zębiska, troll przeszłości mojej aktualnej miłości.

Czy Twój troll już dziś nakarmiony??? Jaką dietę mu serwujesz?

Dla Twojego słabego samopoczucia, kompletu „zjazdów”, łez, wkurzenia na siebie, focha ogólnego, polecam:

jak najczęstsze wspominanie przymiotów ex

zupełne ignorowanie jego/ jej wad

ciągłe porównywanie siebie – najlepiej zacząć od „Ale jestem beznadziejna, ona….” albo „Na pewno tamten dawał jej….”

dopytywanie o ich wspólne historie, najlepiej te intymne

wypytywanie o ilość partnerów seksualnych, najfajniejsze pozycje w których uprawiali sex

mierzenie poziomu zadowolenia w łóżku, najlepiej tuż po akcie (wystarczy zadać sobie to pytanie w głowie)

To takie podstawowe menu gwarantujące oddalenie się od partnera, powodujące zniecierpliwienie i zmęczenie, gotowiec na awantury i focha trzydniowego co najmniej. Można jeszcze dodać sceny zazdrości, a dla bardziej zaawansowanych – odwiedzanie miejsc, w których aktualna miłość bywała z ex.

Troll tak karmiony, będzie rósł jak na drożdżach, cieszył się ze swojej obecności w twoim życiu, a jego zieloniaste cielsko usadowi się już na dobre, między Tobą a twoją aktualną miłością.

 

I co z tego, że ex, to nie skrót od extra. Co z tego, że teraz ona/ on jest z Tobą, a nie z byłym. Z jakiegoś powodu wybrała ciebie! Z jakiegoś powodu on już nie jest z nią!

Przestań dokarmiać trolla, albo lepiej, weź magnum 44 teraźniejszości, tej relacji, którą masz z tą osobą i jak tylko troliszcze zacznie się domagać dziennej pożywki, wyceluj między zezowate oczy – „Go ahead. Make my day!”. I wykończ to cholerstwo.

Jak karmię trolla zazdrości?