Trójkąty i kwadraty

Czasem gabinety nawiedza geometria.

Bo niby przychodzą w pojedynkę, ale nie do końca. Bo jest On + 2 (w domyśle). Albo Ona + 1On + 1Ona. Albo są Oni we dwójkę + Ona (wirtualnie, niby w przeszłości). Albo Ona + On i jego 1 żona. Albo Oni na kozetce + 1 On od Niej + 1 Ona od Niego.

Pogubiliście się już? Bo ja czasem się gubię, na krótko na szczęście, wyjmuję ekierkę terapeutyczną i zaczynam mierzyć kąty. I wcale nie poliamoryczne, bo to akurat przecież w miarę łatwo idzie ustalić, kto z kim kiedy, kto w kim jak bardzo. Wszystko otwarte, przyjęte, choć społecznie niepopularne.

Ale tu o te kąty chodzi, często niewidoczne. Bo niektóre o sobie nie wiedzą, że są nagle w jakiejś figurze geometrycznej, a nie w dotychczasowym wektorze, który jak wiemy, ma dwa końce, tylko.

Mierzymy więc, patrzymy czy jest szansa na bycie w linii prostej ze sobą samym, i z którąś z tych osób. Moralność, tak szeroko znana i dyskutowana, na szczęście zostaje za drzwiami gabinetu, bo tylko by nam to mierzenie niepotrzebnie zakłócała.

Czy wybrać osobę w starym zbiorze pozostającą, czy jednak nowy jakiś tworzyć?

Czy da się wyleczyć po tym jak figura się stworzyła, i na rzutniku rzeczywistości wobec wszystkich zajaśniała – da się do wektora powrócić?

Czy godzić się na bycie tym trzecim kątem przy wektorze na zewnątrz idealnym?

Tyle i więcej tych pytań. A odpowiedzi smutne i trudne. Bo zawsze, nieodwracalnie, ktoś będzie cierpiał, kiedy już wszystkie kąty są zmierzone. Zostanie ten jeden, a czasem dwa, grzecznie gumką wytarty, tak żeby wektor wektorem pozostał, w nowej lub starej wersji.

Wytarty cierpi, wycierający jeśli nie jest psychopatą, czy w najmniejszym ilorazie, socjopatą, też, ale inaczej.

W całym tym mierzeniu nie zapomina się o dzieciach, a może właśnie czasem tak. One też cierpią, na zawsze często, i po latach, stawiają się, tak, tak, w gabinetach, ech, sami wektorów nie umiejący stworzyć, albo też pogubieni w geometrii przez siebie już przerabianej.

Ale są też takie wektory, które zjawiają się na kozetce, żeby się godnie rozstać, żeby powiedzieć sobie, że od dzisiaj stanowią punkty wolne, unoszące się pośród innych, na wtórnym rynku matrymonialnym.

Cenię to bardzo. Takie rozstanie, takie zakończenia. Nie trzeba oczywiście gonić od razu do terapeuty, ale może czasem łatwiej tak, w warunkach kontrolowanych. I nawet jak są emocje, a mogą wciąż być, jak jest uczucie, jednostronne czasem. Otwarcie powiedzieć sobie – jak jest, coś się skończyło, pójdźmy dalej zanim się bardziej pokiereszujemy poprzez tworzenie jakichś figur właśnie. Nie zbywając się milczeniem, smsem, czy FB. Z szacunkiem dla jakiejś, wspólniedzielonej kiedyś przeszłości i przestrzeni.

Taka to geometria nasza, Trójkąty i Kwadraty, Pożegnania i Rozstania, Cierpienie i Ból.

Smutno.

 

Trójkąty i kwadraty

Dlaczego facet zdradza?

„Bo może” – tak moje rozmyślania nt. natury płci skwitował mój niegdysiejszy narzeczony.  Oburzyłam się nieludzko wręcz.

„No halo, ale, że co? Jestem kobietą, też mogę, nie?”.

„Twój wybór” odparł, i zajął się zmienianiem Wszechświata.

Przyznaję. Pokonał mnie wtedy. I tak do mnie ta krótka nasza wymiana powracała. I powraca. Bo na kozetce i w życiu tych poturbowanych przez zdradę dziesiątki. Jak bumerang wracają więc te zdania. Bo masz wybór? Serio? To jest takie proste? Ekhm, znaczy trudne?

Zdradę oglądałam ze wszystkich dostępnych stron już chyba. We wszystkich możliwych konfiguracjach. Chociaż pewnie życie mnie jeszcze zaskoczy, na co liczę, i nie chcę oczywiście.

Bo normalnie to napisałabym że przecież chodzi o niespełnione potrzeby, takie długofalowo niespełniane, więc szuka się gdzie indziej – bo jak się chce piciu to trzeba i już. Tak o seksie mówię, ale nie tylko. Taka deprywacja przez lata się ciągnąca, kusi spełnieniem. A panowie – sorry, wiecie, że Was kocham – potrzeby swoje dla tzw. świętego spokoju zawieszają i cierpią, ale jak już się przydarzyć okazja może to z tego wyczerpania, chcą, pragną siebie urzeczywistnić. Może w końcu się poczuć dobrze, ze sobą, ze światem. Może.

Normalnie też popatrzyłabym na tych, którzy swoją samoocenę wzmocnić muszą ciałem i duszą kolejnej kobiety, żeby ciut bardziej męsko się poczuć. Ciut bardziej pełnokrwistym facetem. Ciut bardziej gorącym kochankiem. Ciut mocniej podziwianym przez inny model, niż szanowna kobieta długoletnia, bez względu jaką Kocicą by nie była. Co z tego, że to krótką trwałośc ma. Co z tego, że zaraz jak tylko z łoża wyskoczysz, to już za drzwiami czarna dziura własnej wartości jest jeszcze większa, bo wiesz przecież, że kolejna kobieta Ci jej nie zszyje. Co z tego?

I tak, zdradzają.

Oczywiście, biologia, rozsiewanie genów itd aż do zupełnego upojenia się stereotypami.

A co, Drogi Mężczyzno, jeśli masz wybór po prostu? I to od Ciebie zależy? Bez względu na braki, potrzeby, niezrozumienie, nieistniejącą samoocenę, czy psychologię ewolucyjną? Nie ma na co zwalić winy? Nie ma. Możesz co najwyżej „zwalić konia” (brzydkie wyrażenie) albo „niechcący” wpaść między już rozłożone nogi chętnej, no bo jakże, kobiety tudzież pośladki mężczyzny (nie dyskryminujemy).

Bo może właśnie to jest Twoja i tylko Twoja odpowiedzialność? Nie masz spełnianych potrzeb? A co zrobiłeś żeby mieć je spełnione? Odszedłeś? Szukałeś dalej? Pracowałeś nad związkiem? Aaaa, masz niską samoocenę? Rozumiem.. A jakoś chciałeś to zmienić, bez ranienia kobiety swojego życia? Bo nie wiem przypadkiem, czy seksik bez zobowiązań, czy nawet romansik na boczku, to przypadkiem nie plasterek na gangrenę?

Może gdzieś o tzw. moralność się rozbijamy. Ja nie wiem co to znaczy. Każdy chyba ma swoją z wierzeń i przesądów ukutą. Patrzę na tych zdradzonych i zdradzających i myślę, że nie o to tu chodzi. Tylko o rany, o integralność, o odpowiedzialność. Tak, wiem, same nudne słowa, jakże niepopularne dziś dla nas, w Krainie Wiecznej Przyjemności żyjących. No cóż.

Idziemy na łatwiznę.

Twój wybór.

Dlaczego facet zdradza?

Kiedy umierają marzenia..

Zdaje się byc taka maciupeńka, chudziutka na czarnej sofie. Siedzi na skraju, bez ruchu. Skulona. Patrzy na mnie tymi swoimi wielkim oczami.

„Zauważyła pani?”

„Tak. Brak obrączki.”

Wyciąga rękę, jakby szukała śladu po niej. Łzy już kapią, bez kontroli.

„Wczoraj się wyprowadził. Znowu znalazłam smsy od niej. Chociaż nie wiem, czy od niej, czy od innej. Teraz już wszystko jedno…Staraliśmy się o dziecko. Mieliśmy się wyprowadzic poza miasto, jak już by było. Domy oglądaliśmy. Wtedy mówił, że to nie tak jak sobie wyobrażam, że to coś innego znaczyło..Że dużo mojej winy w tym było. Teraz już nie wiem, co jest prawdą. A co nie było. Moje marzenia umarły, to jest teraz moją prawdą.”

Patrzę na tę dłoń bez obrączki.

Po trzech, po siedmiu, dwunastu, osiemnastu latach związku. Przychodzą sami, same, czasem w parach. Czasem da się uratowac. Czasem nie. Czasem jest już za późno. Czasem tylko żal, złośc, rozpacz i żałoba. I kredyty, i dzieci, i rozstania, i bolesne rozwody.

I te pytania, a właściwie jedno. „Dlaczego???”.

Dlaczego ja?

Dlaczego mnie zdradziłeś? Dlaczego ona jest lepsza ode mnie? Dlaczego mi nie powiedziałeś, że coś jest nie tak?? Dlaczego nic nie widziałam? Itd.

Marzenia zdechły. Wspólna przyszłośc też. Oczekiwania „happily ever after”.

Tak marzyłaś, tak planowałaś, tak oczekiwałaś, a może zapomniałaś o teraźniejszości? O tym, że relację tworzy się codziennie, nie za tydzień, nie „jak już dom zbudujemy”, nie jak potomek zakwili. Relacja jest „tu i teraz”, bo jutro może jej nie byc i to z różnych przyczyn. Bo może, nagle byc za późno. Bo on może odejśc, nie do innej, ale na zawsze. Stąd.

Kochaj teraz! Tylko dziś. I jutro znowu. I pojutrze też. Ale głównie teraz. Zakochaj się w nim znowu. Popatrz na te wasze wojenki, i zobacz, czy są warte krzyków, albo cichych dni. Czy te jego fakapy,( a któż ich nie ma) to naprawdę zbrodnie niedoskonałe, które dzień w dzień popełnia? Spojrzyj na niego, jakbyś pierwszy raz go widziała. Fajny ten twój facet, nie? To mu to powiedz, bo on w logistyce życia mógł o tym zapomniec, że ciągle dla Ciebie jest ciachem. I ciągle chcesz Jego właśnie, takim jakim jest, a nie jakim oczekujesz, że kiedyś, jak się zmieni…bo ty przecież wiesz lepiej.

Życzę wszystkim sparowanym paniom (panom też), zanim będzie za późno.

Kiedy umierają marzenia..

Rzucisz kamieniem?

Gabinet.

I zawsze to drżenie, ciekawe, delikatne, przed spotkaniem z nowym człowiekiem. Jak będzie? Co za historia? Czy to uniosę?

Piękna. Dla mnie. Chmura czarnych włosów przemawia do mnie, po długim wpatrywaniu się w podłogę.

„Nie znam pani. Ale nie mogłam już byc tylko ze sobą, więc jestem. (Ramiona ściągnięte, zamknięta..). Bo jestem tym najgorszym rodzajem kobiety. Ta co była ukamieniowana, palona na stosie, odrzucana. I nawet teraz..niemożliwa do zaakceptowanie. Parias. I słusznie. Bo nie zasługuję na tolerancję nawet. I boję się, że jak się pani dowie, to będzie tak samo.. (I cisza. I myślę, jak można, tak patrzec na siebie. Co takiego zrobiła?). Jestem tą najgorszą. Tą drugą. Kochanką. Nałożnicą.”.

I cisza. I tylko słychac płacz. Nie jakieś ciurkanie po twarzy, co to byle higieniczną można zetrzec. Nie. Taki płacz, co to z trzewi leci. Dławiący. Duszący. Bez kontroli. I siadam koło niej, choc wiem, że nie powinnam, ale jakoś teraz mnie to nie obchodzi, zupełnie, bo serce mi spada na podłogę. Powoli wyciąga rękę po moją. I ściskam ją, bo nie mogę nic innego na ten płacz poradzic. A ona po prostu zaczyna mówic, przez te gile, tę wodę z nosa, zapchane gardło, ściśnięte płuca..

„I muszę to komuś powiedziec, bo nie mogę już tak. Znaczy, kilka osób wie, ale nie wszystko. A ja chcę, żeby ktos wiedział, po prostu. (I płacz, ten z wnętrzności, znowu, ściska moją rękę, jakby to było jej koło ratunkowe). Pracowaliśmy razem. Tyle wspólnych rzeczy. I wiem, żona i w ogóle, i dziecko. Ale był, jest  tym..wszystkim. Były wspólne imprezy, i jakies tam wyjazdy służbowe. I to się stało, tak trochę niewinnie, trochę bez planu..Oboje byliśmy ciekawi. Siebie. I jesteśmy..razem. Łel..o ile można byc razem…Bo on jest tam przecież, bardziej..I dla dziecka i dla niej, tej pierwszej.. I się nie dziwię..Naprawdę. Ale tak w środku, chcę żeby był tylko dla mnie. Tak, wiem..egoistyczne. Jest moją łotewer, drugą połówką. Wiem jaki to banał, ale tak czuję. Przecież byli inni. I wiem, że tak nigdy się nie czułam. I chcę go, każdej chwili, każdego dnia. Nie chcę, żeby ktoś nim dyrygował, żeby musiał byc dla kogoś innego.  I wiem, że to się nie zdarzy. Bo on tam musi byc, dla niej i dla dziecka. A ja?? Głupia..wiem, bo go kocham. I łapię te chwile, które mamy. I zachłystuję się tą powszednością, którą czasem jest mi dana. I tym sexem, pięknym, gorącym, prostym. I każdym momentem, ale tego mu nie mówię, niech sobie nie myśli (uśmiecha się już bardziej do siebie). Ale kiedy odchodzi..Rozpadam się. I wymyślam coś, żeby zabic pustkę po nim..dziura w duszy..Nie wiem czy on w ogóle coś czuje do mnie. Nie mówimy o tym. Tak jest dobrze. Ale czasem tak boli..Czy jestem aż tak zła?? Czy naprawdę potępiona?”.

 

 

I siedzimy tak, bez odpowiedzi. Bo nie ma takiej.

Łzy ciągle płyną. Ręka ciągle ściskana. Nie umie puścic.

Rzucisz kamieniem???

Rzucisz kamieniem?